Bardzo niebezpiecznym a niedostrzeganym grzechem jest robienie niepotrzebnych zakupów w niedzielę. Włóczenie się po supermarketach czy giełdach, które otwarte są również w sobotę. Niedziela jest dniem sprzeciwienia się ubóstwieniu pieniądza. Zachodnie modele każą 6 dni zarabiać pieniądze, by w niedzielę je wydawać. Jeśli jest to nienawiść do niego, to również jest to grzech. Jeśli jest to wywyższanie się choćby w myślach nad innego człowieka, to jest to przejaw pychy, czyli również grzech. Samo zaś myślenie o kimś, że jest on taki czy siaki nie jest grzechem. Przeklinanie kogoś (nie wulgaryzm), to życzenie komuś źle, więc także to Skoro zaś utrwalał się jakiś czas, też potrzebny jest czas na uwolnienie się z niego. Pytasz: "Czy jest to w ogóle możliwe?'' Jest możliwe, wymaga tylko systematycznej pracy nad sobą. Zanim jednak powiem, na czym wspomniana praca ma polegać, zatrzymam się chwilę nad tym, dlaczego warto pokonać skłonności do samogwałtu? Wróżbiarstwo jest traktowane przez Pismo Święte jako narażanie się na kontakty z siłami nieczystymi. To grzech. Wróżby w dłuższej perspektywie przyniosą nam w końcu niepokój i kłopoty. Biblia w Księdze Kapłańskiej poucza: "Nie będziecie uprawiać wróżbiarstwa. Nie będziecie uprawiać czarów" - 19,26. "Także przeciwko Obecnym wiernym niektóre kościelne przepisy mogą wydawać się niekiedy odrobinę archaiczne. Biblia w wielu momentach bywa niejednoznaczna, więc zdarza się również, że to, co niektórzy księża uznają za grzech, jest dla nas szokujące. Tym razem ksiądz rozwiał wątpliwości — wyznał, czy chodzenie do psychologa jest grzechem.Coraz więcej duchownych pojawia się w internecie Nawet jeśli decydujemy się, że tylko mieszkamy ze sobą i nie będziemy współżyć przed ślubem, to samo wystawanie się na okazję już jest grzechem. Tak naprawdę to jest grzech pychy. Człowiek mówi sobie: "Dam radę! Jestem na tyle silny, na tyle pobożny, na tyle ogarnięty, wstrzemięźliwy, mężny, że dzięki temu wytrzymam". mX4Zhpp. Upadek, śmierć, utrata, stracona szansa, rezygnacja… Różne terminy nasuwają się nam na myśl, kiedy rozważamy to zagadnienie: czym jest grzech? Dobrze jest je przemyśleć, ponieważ w Ewangelii według św. Jana czytamy, że jednym z zadań Ducha Świętego jest przekonanie świata o obecności grzechu. Wynika z tego, że grzech jest rzeczywistością ukrytą, która mimo swoich śmiercionośnych skutków, może zostać przeoczona lub uznana za nieistotną. Nie dopuśćmy do tego! Chociaż to dziwnie brzmi, świadomość własnej grzeszności jest wielką łaską. W jaki sposób? Świadomość ta nie pozwala zamieść naszego „duchowego pęknięcia” pod dywan, co spowodowałoby „rozdarcie” życia, które nie wiadomo jak „zszyć” czy naprawić. Jeśli oddaliliśmy się od Boga, powoduje to konkretne skutki. Nie byłoby więc miłe odczuwać ciągłe napięcie i nie wiedzieć, skąd się ono bierze. Katechizm Kościoła katolickiego mówi, że grzech jest „wykroczeniem przeciw rozumowi, prawdzie, prawemu sumieniu; jest brakiem prawdziwej miłości względem Boga i bliźniego z powodu niewłaściwego przywiązania do pewnych dóbr”. To wytłumaczenie jest bardzo precyzyjne, ale nie trafia w sedno problemu. Brakuje w nim jednej, bardzo ważnej rzeczy. Bóg jest kimś, o kim nie powiemy, że na pewno „oddałby za nas życie”, lecz Tym, kto już to dawno zrobił. On, Wszechmogący Stwórca, znalazł najsubtelniejszy z możliwych sposobów, by pokazać, że jest zakochany w człowieku po uszy. On dokonał serii cudów i precyzyjnie zaplanował historię zbawienia, by uratować nas od duchowej zagłady. Wydaje się, że zrozumienie kim jest Bóg, to punkt wyjścia do tematu grzechu. Bez uczciwego rozważenia, co zrobił dla mnie Bóg, dalsze rozważania o grzechu nie mają sensu. Nie ujmując rzeczywistości naszej winy w kontekście relacji z kimś, kto jest „wpatrzony w nas jak w obrazek”, katechizmowe rozmyślania prowadzą tylko do rozumowego rozważenia przykazań. Co gorsza, w takiej sytuacji nie są one nawet prawidłowo odczytywane. Kiedy grzech nie jest analizowany w kontekście Osoby Boga, przykazania są automatycznie traktowane jako ograniczenie wolności człowieka. Dopiero, gdy uwierzymy w prawdę, że jesteśmy oczkiem w głowie Wszechmogącego, zaczynamy odkrywać, że przykazania są pomocą. One ułatwiają prawidłowe nakreślenie środowiska duchowego rozwoju i prowadzą do odkrycia tego, że grzech jest największą tragedią człowieka, ponieważ oddala go od kochającego Boga. Dla zobrazowania, jak bardzo ważne jest odczytywanie grzechu w kontekście miłości Boga, przypatrzmy się przypowieści o nielitościwym dłużniku. Zobaczmy, jak można ją dwojako odczytać. Gdy nie wchodzimy w uczucia bohaterów, widzimy króla, który rozlicza się ze swoimi dłużnikami, oraz jednego z nieszczęśników, o którym wiemy, że ma do oddania sumę przekraczającą jego możliwości finansowe. Kiedy dowiadujemy się o tym, że mimo beznadziejnej sytuacji, w jakiej się znajdował, z powodu dobroci króla jego dług zostaje mu darowany, odczuwamy, że miał wyjątkowe szczęście. Z kolei gdy czytamy o jego reakcji na prośbę dłużnika (czyli dłużnika zapożyczonego u pierwszego dłużnika), to myślimy, że zaistniałe wydarzenie nie jest aż takie złe. Co najwyżej stwierdzimy, że wypadałoby postąpić inaczej… Ograniczamy to do kwestii kultury i dobrego smaku. Na pewno nie ocenimy człowieka chcącego odebrać swoją własność jako kogoś złego. Nie ważne, że sam przed chwilą otrzymał ogromny prezent… Mówimy: co było, minęło, a teraz trzeba dalej prowadzić swoje interesy. Zupełnie inaczej spojrzymy na surowe potraktowanie tego drugiego dłużnika, gdy ocenimy jego dług z perspektywy fortuny, która została przebaczona temu pierwszemu. Zestawienie obu finansowych zobowiązań powoduje o wiele większy zgrzyt. Natomiast już zupełnie odmiennie odczytamy potraktowanie drugiego wierzyciela, jeśli postaramy się poczuć, jak musiał postrzegać brak litości swojego dłużnika (tego pierwszego) król. Na pewno poczuł się zraniony. On nadwyrężył swój autorytet i stracił mnóstwo pieniędzy dla kogoś, kto nie potrafi przebaczyć komuś drobnej sumy! Warto popatrzeć na kwestię grzechu właśnie od tej strony. Bóg nie tylko bardzo się napracował, aby uchronić naszą wolność. On uczynił znacznie więcej. Oddał swojego Syna, by nas uwolnić od grzechu. Dlatego, jeśli kolejny raz się zdecydujemy na grzech, to pokażemy, że nie zależy nam na Bogu. To jest właśnie sedno problemu! To wypowiedzenie miłości komuś, kto „staje na boskiej głowie”, by szukać sposobów i metod, aby nie naruszając naszej wolności, ustrzec nas od zła. Jak, wiedząc to wszystko, możemy odkładać nawrócenie? Gdy rozważamy kwestię grzechu, trzeba zapytać, skąd on się bierze? Święty Augustyn trafnie zauważa, że „grzech jest miłością siebie posuniętą aż do pogardy Boga”. Te słowa dają wiele do myślenia. Odwołują się do przykazania miłości Boga i bliźniego. Jeśli tę mądrość zestawimy z powyższymi przykazaniami, to od razu zauważymy, że osoba, która grzeszy, czyta je od tyłu. Tam miłość własnej osoby jest na końcu, a nie na początku formacyjnego procesu. Najpierw powinniśmy kochać Boga wszystkimi możliwymi sposobami, a potem bliźniego na wzór miłości, jaką mamy względem samych siebie. Okazuje się więc, że grzech jest odwróceniem porządku i postawieniem na szczycie siebie zamiast Pana Boga. W takiej sytuacji nie ma mowy o tym, byśmy zrealizowali podstawowe zadanie, jakie mamy do wypełnienia na ziemi – chwalenie Pana Boga. Grzech jest zatem sprzeniewierzeniem się temu, po co istniejemy. To z kolei pociąga za sobą kolejne konsekwencje. Jeśli jesteśmy zaślepieni grzechem i twierdzimy, że zamiast rozwijać naszą miłość do Boga, lepiej zainteresować się sobą, wybieramy niewłaściwy kierunek rozwoju. Używając obrazu, można by było powiedzieć, że to tak, jakby widelec chciał zasiąść do stołu na posiłek. Gdyby ktoś ożywił widelec, a ten nie zaakceptowałby tego, że jego miejsce jest w rękach człowieka, który z niego dobrze skorzysta i zje dzięki niemu obiad, pewnie chciałby usiąść na krześle, by zaczekać, aż ktoś poda do stołu. A przecież, po pierwsze, krzesło by było dla niego za duże, po drugie, widelec nie ma żołądka i ust, więc i tak nie skosztowałby żadnej z potraw. Podobnie jest z człowiekiem. Nawet gdyby ktoś miał boskie aspiracje, nie jest w stanie ich poprawnie zrealizować, ponieważ nie jest Wszechmogący. Co prawda zrobiłby wiele w zakresie swoich dążeń, ale i tak nie potrafiłby uczynić wszystkich rzeczy, które robi Bóg… No dobrze, ale może paść pytanie: „Skoro ja nie chcę być Bogiem, tylko chcę sobie spokojnie pożyć, według własnego planu – co jest w tym złego?”. Odpowiedź brzmi: nasze prawdziwe szczęście jest ukryte w Bogu. Obojętnie, czy się z tym zgadzamy, czy nie, On nas stworzył i prawdziwy pokój otrzymamy tylko w Nim, a nie poprzez chodzenie własnymi ścieżkami. „Grzech” to termin ściśle związany z Bogiem. Jeśli nie uznajemy Stwórcy za Tego, komu należy się cześć i chwała, możemy to słowo wyrzucić do „filozoficznego śmietnika”. Bez wiary w kochającego nas Boga, który ma najlepszy pomysł na szczęście, grzech będzie terminem bez pokrycia. Gdy już mniej więcej wiemy, czym jest grzech, trzeba przejść do głównego podziału grzechów. Katechizm Kościoła katolickiego mówi nam o grzechu śmiertelnym i powszednim. To rozróżnienie ukazuje najważniejszą rzeczywistość między Bogiem a człowiekiem. Jest nią więź miłości. To dzięki niej możliwa jest głębia duchowa człowieka. Dlatego warto wiedzieć, jak grzechy wpływają na to, co się dzieje między nami a Stwórcą. Grzech śmiertelny odwraca nas od Boga. Powoduje, że coś przesłania nam Tego, kogo powinniśmy kochać. Grzech powszechni natomiast nadszarpuje tę więź, chociaż całkowicie jej nie zrywa… Fragment książki pt. „Spowiedź. To naprawdę pomaga!” (Wydawnictwo SALWATOR) Książkę znajdziesz TUTAJ Autorstwa ks. Piotra Śliżewskiego Redaktora portalów: , , Kanał YouTube ks. Piotra Kto krzywdzi człowieka, ten zadaje ból Bogu, bo Jezus utożsamia się z każdym z nas. Rozumienie grzechu w świetle Ewangelii jest czymś zupełnie wyjątkowym w porównaniu ze wszystkimi innymi religiami czy systemami etycznymi. W innych religiach czy systemach moralnych grzech sprowadza się do obrazy jakiegoś bóstwa czy do kary za przekroczenie określonych nakazów i zakazów moralnych. W pewnym stopniu także Stary Testament ukazuje grzech w tych kategoriach. Tymczasem Jezus Chrystus objawia nam zupełnie inne, nowe i zaskakujące znaczenie grzechu. Otóż w świetle Ewangelii istotą grzechu nie jest naruszenie zasad moralnych czy obrażanie Boga, lecz krzywdzenie człowieka pomimo świadomości, że w każdym z nas mieszka Bóg. W Jezusie Chrystusie Bóg do tego stopnia pokochał człowieka, że utożsamia się z każdym z nas: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci Moich najmniejszych, mnieście uczynili” (Mt 25, 40). Tylko my, chrześcijanie, wiemy, że jeśli mąż uderza żonę, to jego cios rani najpierw serce Jezusa i dopiero wtedy dociera do krzywdzonej kobiety. Podobnie tylko my, chrześcijanie, wiemy, że jeśli ktoś z nas wyrządza krzywdę samemu sobie, na przykład sięgając po narkotyk czy oglądając pornografię, to wtedy najpierw cierpi Jezus, który w nas mieszka i który z miłości do nas wczuwa się w naszą sytuację. W innych religiach ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że krzywdząc człowieka, zadają cierpienie samemu Bogu. Jezus zasłania nas przed krzywdą i grzechem własnym ciałem i własnym sercem. Gdy patrzymy na filmy, które pokazują podróże prezydenta jakiegoś mocarstwa, to widzimy, że jest on otoczony przez wielu ochroniarzy. Jednych rozpoznajemy natychmiast, a inni ukrywają się w tłumie ludzi. Ochroniarze prezydenta wiedzą, że mają zasłaniać go swoim ciałem, gdy zajdzie taka potrzeba. W razie bezpośredniego ataku powinni obronić go nawet kosztem własnego życia. Tymczasem dzięki Ewangelii wiemy, że każdy z nas jest nieporównywalnie lepiej chroniony i nieskończenie bardziej cenny niż prezydent największego nawet mocarstwa. Naszym osobistym ochroniarzem jest bowiem sam Bóg. On chroni nas sobą aż do oddania za nas życia na krzyżu. Czyni tak z miłości do ciebie i do mnie, a nie dlatego, że został w ten sposób wyszkolony czy że – jak ochroniarzom prezydenta - ktoś płaci Mu za to wysoką pensję. Bóg jest naszym osobistym obrońcą! On jest naszą skałą, twierdzą i zamkiem warownym! Bóg utożsamia się z nami i z tym, co się z nami dzieje. Nasz los jest dla Niego ważniejszy niż Jego własny los! Jezus chroni nas dosłownie samym sobą. On chroni nas przed krzywdami, które ktoś inny chciałby nam wyrządzić, a także przed naszymi własnymi słabościami. Miłość chroni przed grzechem. Najlepszą obroną przed grzechem jest pewność, że Bóg kocha mnie także wtedy, gdy grzeszę. Dzięki Ewangelii już wiemy, że grzech popełnia ten, kto krzywdzi innych ludzi lub samego siebie pomimo świadomości, że w tych ludziach i w nim samym mieszka Bóg, który się z nami utożsamia i który posłał do nas swojego Syna, który odtąd chroni nas samym sobą. Łatwiej jest krzywdzić ludzi wtedy, gdy nie wiemy, że ich obrońcą jest Bóg, który utożsamia się z ich losem i przeżyciami. Zawsze możemy znaleźć jakieś „usprawiedliwienie” dla naszych grzesznych czynów wtedy, gdy nie wiemy, że Bóg związał swój los z losem człowieka. Na przykład, możemy powiedzieć sobie, że nasi bliźni są niedoskonali, że czasem zadają nam cierpienie i że „zasługują”, byśmy ich skrzywdzili. Nie znajdziemy natomiast nawet pretekstu, by usprawiedliwić krzywdzenie niewinnego Boga. W świetle Ewangelii grzech mają ci, którzy wyrządzają zło sobie czy bliźnim mimo świadomości, że w ten sposób najpierw ranią serce Zbawiciela. Świadomość tego, że Bóg chroni sobą ciebie i mnie, mobilizuje nas do walki z grzechem nieskończenie bardziej niż strach przed konsekwencjami popełnianego zła czy przed piekłem. Nie wzrusza i nie mobilizuje nas do życia zgodnego z przykazaniami taki Bóg, który by się obrażał czy który by nas karał. Wtedy odpowiedzią byłby raczej bunt, obojętność lub chowanie się przed Bogiem niż nawrócenie. Ogromnie nas natomiast porusza i mobilizuje Bóg prawdziwy, który w Jezusie upewnił nas o tym, że się z nami utożsamia i że z nami cierpi, gdy my cierpimy. Najbardziej mobilizuje mnie do czujności i pracy nad sobą Bóg, który kocha nas w każdej sytuacji i za każdą cenę. Dzięki Jezusowi już wiem, że Bóg kocha nas także wtedy, gdy jesteśmy jeszcze grzesznikami. Stwórca nie odwołuje miłości do nas, nie przekreśla nas nawet wówczas, gdy Go lekceważmy czy gdy chcemy wyrzucić Go z naszego życia. On także wtedy pragnie naszego ocalenia. Chce, byśmy się nawrócili i byli szczęśliwi. Moralność ratuje przed grzechem. Moralność to inteligencja, dzięki której odróżniam to, co prowadzi do życia, od tego, co prowadzi do śmierci. Kilka lat temu pewien dziennikarz poprosił mnie o wywiad na temat chrześcijańskiej moralności. Przytoczył najpierw badania socjologiczne, z których wynikało, że młodych ludzi najbardziej zraża do Kościoła to, że księża ciągle przypominają o potrzebie respektowania Bożych przykazań i norm moralnych. Wyjaśniłem wtedy, że takie rozumowanie jest naiwne i po części zawinione przez tych księży, którzy w nieudolny sposób wyjaśniają sens Dekalogu. Stwierdziłem, że dla mnie Boże przykazania są zaszczytem i wyróżnieniem. To przecież wielki zaszczyt i ogromne wyróżnienie, że Bóg proponuje mi życie w wolności od zła i trwanie w świętości dziecka Bożego. To ogromna łaska i wielkie wyróżnienie, że Bóg mobilizuje mnie do tego, bym nikogo nie krzywdził, lecz bym kochał tak, jak On pierwszy mnie i ciebie pokochał. Nieznośnym ciężarem staje się życie wtedy, gdy ktoś nie słucha Boga i łamie Jego przykazania. Zabójstwo, cudzołóstwo, kradzież, kłamstwo, pożądanie, brak szacunku wobec własnych rodziców czy stawianie jakiegoś człowieka czy przedmiotu w miejsce Boga to najkrótsza droga do bolesnych krzywd, do nieznośnego cierpienia i rozpaczy. Naśladowanie Jezusa wymaga trudu i dyscypliny, lecz w porównaniu z ciężarem, jaki dźwigają na sobie grzesznicy, brzemię Jezusa jest naprawdę lekkie i radosne. Moralność to specyficzna cecha człowieka, która odróżnia nas od zwierząt. Człowiek jest kimś jedynym na tej ziemi, kto potrafi krzywdzić nie tylko innych ludzi, ale nawet samego siebie. Potrafi oszukiwać siebie, popadać w śmiertelnie groźne uzależnienia, stawać się obojętnym na własny los, a nawet targać się na własne życie. To właśnie dlatego moralność jest wyjątkowo ważną formą inteligencji. Dzięki tej inteligencji możemy odróżniać te zachowania, które nas rozwijają i cieszą, od tych zachowań, przez które krzywdzimy siebie czy innych ludzi i popadamy w cierpienie. Człowiek pozbawiony inteligencji moralnej czyni to, co łatwiejsze, chociaż złe i szkodliwe, a nie to, co wartościowsze i mądrzejsze. Na uczenie odróżniania dobra od zła nigdy nie jest za późno. Grzeszność, to zawiła dziedzina i towarzyszy człowiekowi od narodzin aż do śmierci. Przecież rodzimy się już w grzechu pierworodnym. Dlatego nie powinno się jej bagatelizować, albo odkładać na jakiś nieokreślony czas. Dla dzieci nie ma granicy wiekowej, kiedy można je doświadczać w tej sferze. Trzeba zaczynać od początku. Im szybciej, tym będzie łatwiej. Gdy dziecko jest małe, to niemal automatycznie, uczymy je co jest dobre a co złe. Mówimy „nie wolno zabierać bez pytania zabawek kolegi, albo przynosić ich do domu z przedszkola. Tak się nie robi, one nie należą do ciebie.” Od razu podpowiadamy też, jak powinno rozwiązać tę sprawę. Jeśli się boi, to można zaproponować pomoc przy oddawaniu zabawki. Pomimo, że to dla dziecka będzie trudne przeżycie, to powinno naprawić wyrządzone zło. Nawet, jeśli będzie to mała szkodliwość czynu. W ten sposób realizuje się jeden z warunków spowiedzi, zadośćuczynienie. O tym aspekcie często zapomina się przygotowując dziecko do tego sakramentu. Syn mojej znajomej wraz z kolegami stłukł szybę na klatce schodowej. I tylko ona przeprowadziła z nim rozmowę. W efekcie uznali, że powinien przyznać się do winy i ponieść ewentualne konsekwencje. Chłopiec właśnie kończył szkołę podstawową, odważył się pojąć wyzwanie. Wiem, że na uczenie odróżniania dobra od zła nigdy nie jest za późno. Sumienie powinno się ciągle uwrażliwiać. Przygotowywać na spotkanie z Jezusem podczas spowiedzi. Polecam wykorzystywanie różnych okazji, nie tylko wtedy, kiedy dziecko coś przeskrobie; można wykorzystywać oglądane filmy, przeczytane książki, czy gry. Najlepiej, by odbywało się to raczej w spokojnej atmosferze, by nie kojarzyło się z wykonywaniem wyroku. opr. aś/aś Co piąty Polak inwestuje swoje nadwyżki finansowe. To niewiele, natomiast odsetek osób wybierających różne produkty inwestycyjne systematycznie rośnie. Standardowe depozyty trochę się nam przejadły i szukamy innych opcji na pomnożenie oszczędności. Akcje, obligacje, kryptowaluty– to najchętniej wybierane składniki portfela inwestycyjnego. Mając taki portfel lub dopiero go budując należy w pierwszej kolejności zadbać o bezpieczeństwo swoich aktywów. Podstawą jest chronienie portfela inwestycyjnego i oszczędności przed atakami – nie tylko w sieci. Jak to zrobić? Przygotowałem listę 16 najlepszych sposobów. Patronem tego artykułu jest dom maklerski XTB. Za ten artykuł otrzymuję wynagrodzenie, jednak nie ma to żadnego wpływu na zawartość merytoryczną Nigdy nie podawaj wrażliwych danych podczas rozmowy telefonicznej Zacznijmy od vishingu. To najpopularniejsza w ostatnim czasie metoda okradania indywidualnych inwestorów i posiadaczy oszczędności. Polega ona na tym, że przestępca dzwoni do swojej ofiary i podaje się za np. pracownika banku czy domu maklerskiego. Manipuluje swoim rozmówcą w taki sposób, aby skłonić go do podania danych wrażliwych: loginu, hasła czy kodu PIN. Najczęściej uzasadnia to koniecznością przeprowadzenia weryfikacji w celu poprawy zabezpieczeń. Mając te dane przestępca zyskuje już swobodny dostęp do konta czy rachunku inwestycyjnego swojej ofiary. Innym przykładem vishingu jest dzwonienie do ludzi i namawianie ich na rzekome inwestycje. Przestępca przekonuje, że jest przedstawicielem banku, brokera czy domu maklerskiego i oferuje pomoc np. w zakupie akcji jakiejś znanej spółki giełdowej. Jedyne, co musi zrobić „inwestor”, to zainstalować na komputerze specjalne oprogramowanie. Jest to oczywiście oszustwo, a program tak naprawdę okazuje się być zdalnym pulpitem, dając przestępcy swobodny dostęp do środków zatem bardzo wyraźnie podkreślić: takie telefony nie mają nic wspólnego z prawdziwymi bankami, brokerami i domami maklerskimi. Zawsze są próbą oszustwa i nie należy nawet kontynuować takiej rozmowy, najlepiej od razu zgłaszając to w swoim banku. 2. Sprawdź, czy na pewno logujesz się do właściwego serwisuOsobiście zawsze przed rozpoczęciem procedury logowania do banku czy rachunku maklerskiego dokładnie sprawdzam dwa szczegóły:Czy w pasku przeglądarki, przy adresie www, znajduje się kłódka informująca o szyfrowaniu połączenia (certyfikat SSL). Czy adres www strony zgadza się z tym oficjalnym. Jeśli jeden z tych warunków nie jest spełniony, to wiem, że coś tutaj nie gra. Wyrób w sobie nawyk każdorazowego sprawdzania strony, na której masz zamiar podać swoje wrażliwe dane. Przestępcy do perfekcji opanowali sztukę phishingu, czyli podrabiania serwisów www należących do zaufanych instytucji, przede wszystkim banków. 3. Nie klikaj w żadne linki w wiadomości SMSTo klasyka gatunku. Przestępcy masowo wykorzystują wiadomości SMS do tzw. smishingu, podszywając się pod banki, brokerów czy giełdy. Fałszywa wiadomość zawiera link – po kliknięciu w niego ofiara jest przenoszona na stronę stworzoną wyłącznie w celu wykradzenia danych logowania do usługi bankowej czy portfela inwestycyjnego. Zapamiętaj więc: żaden bank, żaden broker czy żadna giełda nie wysyła swoim klientom SMS-ów z linkami i nie prosi o podawanie danych do logowania w wiadomości zwrotnej. Taki SMS zawsze jest oszustwem. 4. Przed pobraniem załącznika upewnij się, kto jest nadawcą wiadomości Warto o tym przypominać do znudzenia. Każdy załącznik do wiadomości wysłanej z nieznanego adresu należy traktować jako potencjalnie niebezpieczny. Przestępcy wiedzą, że ich ofiary są coraz lepiej wyedukowane, dlatego na wszelkie sposoby próbują się uwiarygodnić. Przykładem jest podszywanie się pod bank czy brokera. Dla średnio rozgarniętego grafika nie jest żadnym problemem przygotowanie szablonu maila identycznego z tym, z jakiego korzysta np. Twój dom maklerski. Diabeł tkwi natomiast w szczegółach i zawsze są niuanse zdradzające oszusta. Może to być drobna zmiana w adresie maila nadawcy (np. zamiast mamy czy błędy językowe, składniowe i ortograficzne w treści wiadomości. Jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości co do zamiarów nadawcy maila, a pochodzi on rzekomo od banku czy brokera, to poświęć chwilę na skontaktowanie się z infolinią i zapytaj, czy taka wiadomość rzeczywiście została wysłana. Znajdź najlepsze oprocentowanie: 5. Rozważ przeznaczenie osobnego urządzenia tylko do operacji inwestycyjnych Wiem, że może to zostać uznane za paranoję, natomiast w przypadku dostępu do większych pieniędzy czy inwestycji, ma to jak najbardziej sens. Czyli: wszelkie operacje inwestycyjne przeprowadzamy wyłącznie na jednym, zawsze tym samym urządzeniu. Sprzęt powinien być dobrze zabezpieczony przed złośliwym oprogramowaniem, nie korzystamy też na nim z żadnych podejrzanych stron, regularnie przeprowadzamy skanowanie systemu i aktualizuję zabezpieczenia, gdy tylko pojawią się nowe wersje. Idealnym sprzętem do takich zastosowań jest tablet od Apple – iPad, który ma dostęp do internetu i aplikacji bankowych, jednak ryzyko jego inwencji złośliwym oprogramowaniem w porównaniu do np. komputera jest Nie loguj się do aplikacji i serwisów inwestycyjnych w zatłoczonych miejscach Wiesz, czym jest shoulder surfing? To archaiczna, ale wciąż skuteczna metoda wykradania wrażliwych danych. Polega ona na tym, że przestępcy wyłuskują w tłumie osoby korzystające z urządzeń mobilnych czy komputerów i po prostu zaglądają im przez ramię, aby np. zapamiętać dane logowania czy podpatrzeć rachunek bankowy. Przestępca może zrobić z tej wiedzy użytek poprzez np. zadzwonienie do ofiary i podanie się za pracownika banku. Swoją tożsamość uwiarygodni wiedzą o stanie rachunku rzekomego klienta czy posiadanych przez niego instrumentach inwestycyjnych. Dlatego w zatłoczonych miejscach publicznych najlepiej w ogóle nie logować się do banku i nie dokonywać żadnych operacji na rachunku brokerskim. 7. Unikaj publicznych sieci Wi-Fi Warto mieć taki nawyk, aby nie logować się do banku czy portfela inwestycyjnego podczas korzystania z publicznej sieci Wi-Fi. Gdy ma się taką potrzebę, to zawsze lepiej przełączyć się na LTE. Mimo że samo połączenie jest szyfrowane, to publiczne sieci Wi-Fi niestety bywają bardzo niebezpieczne, a już szczególnie te dostarczane przez restauracje i Korzystaj z oprogramowania zabezpieczającego Zadziwiające, jak wiele osób wydaje mnóstwo pieniędzy na dostęp do Netflixa i innych platform streamingowych, a żałuje około 100 złotych rocznie na subskrypcję dobrego programu antywirusowego. W ostateczności może to być nawet darmowy antywirus, ale taki, którego twórca regularnie aktualizuje bazę samo dotyczy korzystania z bezpiecznego połączenia z internetem za pomocą VPN. Warto odżałować kilkanaście złotych na miesiąc, aby zabezpieczyć swoje połączenie z internetem i mieć pewność, że cały ruch jest szyfrowany. Tym bardziej że eliminuje to też „problem” publicznych sieci Wi-Fi, o którym pisałem w poprzednim Dobrze zabezpiecz dostęp do smartfonu Smartfon jest dziś podstawowym narzędziem do inwestowania. Jeśli masz zainstalowane jakieś aplikacje inwestycyjne oraz aplikację bankową, to przypominam o konieczności dobrego zabezpieczenia dostępu do telefonu. Nie PIN, nie „zygzak”, ale biometria – to najlepsza opcja (odcisk palca, skan twarzy). Oczywiście często PIN jako alternatywny sposób logowania często też jest wymagany – w takim wypadku najlepiej, aby był on jak najdłuższy (min. 6-8 znaków). Nie zapominajmy też o regularnych aktualizacjach systemu i pobieraniu oprogramowania tylko z zaufanych miejsc (sklepów App Store i Google Play). 10. Inwestujesz w kryptowaluty? Kup w portfel sprzętowy Kryptowaluty to bardzo popularne produkty inwestycyjne, zwłaszcza wśród młodszych inwestorów. Jeśli masz lub chcesz mieć jakieś krypto, na przykład Bitcoina, Ethera itd., to dobrze radzę: zacznij od zakupu portfela sprzętowego. Dwa najlepsze rozwiązania dostępne na rynku dostarczają firmy Ledger oraz Trezor. Jak działa portfel sprzętowy? To niewielkie urządzenie przypominające pendrive, za pomocą którego logujesz się do swojego portfela inwestycyjnego w aplikacji. Bez portfela nie zatwierdzisz żadnej operacji – na przykład nie wyślesz swoich aktywów na giełdę. Każdą transakcję musisz potwierdzić przy użyciu portfela sprzętowego, co gwarantuje wysoki poziom więcej, nawet jeśli utracisz portfel, to zawsze możesz odzyskać swoje kryptowaluty – wystarczy, że znasz tzw. seed, czyli zestaw unikalnych haseł (zapisuje się je na kartce i przechowuje w bezpiecznym miejscu). Nie ma lepszego sposobu na zabezpieczenie swoich kryptowalut niż właśnie portfel sprzętowy. Pamiętaj o podstawowej zasadzie inwestowania w te aktywa:Not your keys, not your Koniecznie ustaw weryfikację dwuskładnikowąCoraz więcej aplikacji inwestycyjnych wymaga, aby użytkownicy ustawili weryfikację dwuskładnikową. Polega to na tym, że aby zalogować się do serwisu z poziomu przeglądarki internetowej należy podać nie tylko login i hasło, ale też np. unikalny kod SMS czy jeszcze lepiej kod z aplikacji Google Authenticator lub użyć klucza U2F. W ten sam sposób zatwierdza się operacje na koncie, w tym sprzedaż i zakup aktywów czy – w przypadku giełd kryptowalut – wysłanie zakupionych krypto na adres zewnętrzny (np. portfela sprzętowego). Weryfikacja dwuskładnikowa w znacznym stopniu minimalizuje ryzyko włamania na konto i przeprowadzenia nieautoryzowanych przez właściciela operacji. 12. Zabezpiecz dostęp do aplikacji finansowej na smartfonie Większość inwestujących korzysta dziś z bardzo wygodnych aplikacji, dzięki którym można kupować i sprzedawać różne klasy aktywów z dowolnego miejsca na świecie, bez dostępu do komputera. Może to być aplikacja domu maklerskiego, giełdy etc. Jeśli korzystasz z takiej aplikacji, to zadbaj o to, aby nikt niepowołany nie mógł się do niej zalogować na Twoim telefonie (np. w razie zgubienia smartfonu). Najlepszym sposobem jest ustawienie logowania biometrycznego, czyli poprzez odcisk palca czy skan twarzy. W ostateczności może to być hasło lub kod PIN. Ważne! Nie wybieraj swojej daty urodzenia czy numeru PESEL – to zbyt oczywiste. 13. Korzystaj z menedżera hasełNie ma znaczenia, jak trudne hasła ustawisz do swoich platform inwestycyjnych czy bankowego serwisu transakcyjnego. Jeśli użyjesz go gdzieś jeszcze, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że hasło wycieknie. Dlatego tak ważne jest stosowanie unikalnych haseł w każdym miejscu w którym mamy na problem wielu haśle, które są mocen i trudne do złamania są menedżery haseł. To proste programy, które generują za ciebie trudne do złamania i unikalne hasła dla każdego z kont oraz zapisują je w zaszyfrowanej i zabezpieczonej „głównym hasłem” bazie. Często też automatycznie wypełniają hasła do logowania na odpowiednich stronach np. Przy logowaniu do banku, czy portfela inwestycyjnego. Zdawanie warto z nich Nie afiszuj się z inwestycjami Jeśli odnosisz sukcesy w inwestowaniu, to tylko pogratulować. Pamiętaj jednak, aby się z tym nie obnosić i nie obwieszczać wszystkim dookoła, że jesteś takim sprawnym inwestorem. Co mam na myśli? Chociażby chwalenie się udaną inwestycją na Facebooku i Twitterze czy noszenie ubrań z hasłami i symbolami nawiązującymi do popularnych produktów inwestycyjnych (np. z logo Bitcoina). Takie zachowanie może przyciągnąć nieodpowiednie osoby, w tym przestępców szukających ofiar w mediach społecznościowych. Afiszując się z inwestycjami ryzykujesz, że znajdziesz się na celowniku i np. wkrótce zadzwoni do Ciebie osoba podająca się za przedstawiciela brokera lub otrzymasz wiadomość mailową zawierającą złośliwy link. 15. Nie trzymaj dużych oszczędności w jednym miejscu Jeśli Twoje inwestycje okazały się trafione i przynoszą sporą stopę zwrotu, to zawsze pamiętaj o podzieleniu zarobionych pieniędzy i przechowywaniu ich w kilku różnych bankach. Przypominam, że w Polsce depozyty są chronione do kwoty 100 000 euro na mocy ustawy o Bankowym Funduszu Gwarancyjnym. 16. Korzystaj wyłącznie z zaufanych narzędzi inwestycyjnych Mniej więcej od początku pandemii COVID-19 mamy w Polsce (i na świecie) wielki boom inwestycyjny. Na rynki akcji, surowców, instrumentów pochodnych, nie wspominając już o kryptowalutach, weszło mnóstwo inwestorów indywidualnych. Inwestowanie jest dziś łatwiejsze niż kiedykolwiek. Rachunek maklerski można założyć bez wychodzenia z domu przy pomocy smartfonu i od razu rozpocząć swoją przygodę w świecie wielkiej finansjery. Ważne jest natomiast to, aby wybierać tylko takie narzędzia, do których można mieć pełne zaufanie, ponieważ stoją za nimi stabilne, powszechnie rozpoznawalne instytucje – przede wszystkim banki, ale też czołowe fintechy. Radzę uważać na rynkowe nowości, nieznane aplikacje, a już szczególnie na inwestycje reklamowane jako „pozbawione ryzyka”. Patronem tego artykułu jest dom maklerski XTB oferujący inwestycje w akcje spółek giełdowych notowanych na GPW i giełdach zagranicznych czy CFD Bitcoin i inne kryptowaluty Łącznie ponad 5400+ instrumentów koniec jeszcze jedna wskazówka ode mnie: wszystko z głową. Statystyki są bezlitosne i wskazują, że miażdżąca większość inwestorów indywidualnych traci pieniądze na giełdzie, rynku Forex czy kryptowalutach. Dlatego dobrą zasadą jest inwestowanie tylko takich środków, które nie są nam niezbędne i w razie ich utraty będziemy mogli funkcjonować dalej, bez zadłużania się i obniżania swojego standardu życiowego. Osoby mające niską tolerancję ryzyka w ogóle nie powinny rozważać samodzielnego inwestowania na rynkach finansowych. Dla nich przeznaczone są produkty depozytowe (lokaty, konta oszczędnościowe), obligacje skarbowe (np. indeksowane inflacją) czy ewentualnie długoterminowe produkty emerytalne, jak IKE i IKZE. Inwestujecie? Jak zabezpieczacie swoje portfele przed atakami? Korzystacie ze sposobów, które przedstawiłem w tym artykule? Dajcie znać w komentarzach. Spowiedź z poczucia obowiązku sama w sobie nie jest czymś złym, nawet jeśli nasze postanowienie poprawy jest bardzo niedoskonałe - mówi Dariusz Kowalczyk SJ. Ojcze Profesorze, zdajemy sobie sprawę, że Pan Bóg jest miłosierny i w swojej miłości przebaczy nam grzechy, które szczerze wyznamy, ale jak wyznać szczerze grzechy, kiedy "boimy się" reakcji księdza? Jeśli odczuwamy coś, co nazywamy strachem przed spowiednikiem, to warto się nad tym dłużej zastanowić. Na czym ten "strach" właściwie polega i jakie są jego przyczyny? Jest rzeczą naturalną, iż wyznawanie grzechów, szczególnie niektórych, nie przychodzi nam łatwo. Odczuwamy wstyd, zażenowanie. Boimy się, że usłyszymy od spowiednika coś, co będzie dla nas trudne. W tej sytuacji trzeba sobie uświadomić, że tego rodzaju emocje są częścią pokuty. Wyznawanie grzechów nie jest błahostką, ale sakramentem właśnie pokuty. Bóg jest miłosierny, lecz to nie znaczy, że mamy "bezstresowo" podchodzić do naszych grzechów, bo przecież i tak nam przebaczy… Może być też tak, że mieliśmy jakieś niedobre doświadczenie w konfesjonale, które rzutuje na teraźniejszość. W takiej sytuacji pomódlmy się za spowiednika, który nas zranił. Może zabrakło mu kompetencji, może miał zły dzień, może jest cukrzykiem i miał trudny moment właśnie, kiedy mnie spowiadał… I powierzmy nasze zranienie Bogu. Warto w tym kontekście wspomnieć tutaj o tym, co opowiedział mi pewien współbrat. Poszedł kiedyś do spowiedzi do jednej z rzymskich bazylik. Spowiednik w pewnym momencie zaczął na niego krzyczeć, ale współbrat nie miał pojęcia, z jakiego powodu. Sytuacja zrobił się na tyle absurdalna, iż współbrat oznajmił spowiednikowi, że chyba zaszło jakieś nieporozumienie i wstał od konfesjonału. Wyspowiadał się u innego spowiednika. "Przecież nikogo nie zabiłem, nie mam grzechu ciężkiego, po co mam iść do spowiedzi?" - nie raz słyszę od znajomych. Grzech ciężki to przecież nie tylko zabójstwo? Warto tutaj zauważyć, że przez wiele wieków sakramentalna pokuta odnosiła się jedynie do grzechów ciężkich. Nieznana była w Kościele spowiedź sakramentalna z grzechów lekkich, które ze swej natury mogą zostać odpuszczone na wiele innych sposobów. Dość powiedzieć, że taki na przykład św. Augustyn po swoim nawróceniu i przyjęciu chrztu nigdy nie musiał przystępować do kanonicznej pokuty. Na przestrzeni wieków praktyka się zmieniła, choć istota pozostała ta sama. Obecnie drugie przykazanie kościelne mówi, że każdy wierny jest zobowiązany przynajmniej raz w roku spowiadać się ze swoich grzechów. Ponadto jesteśmy zachęcani do tzw. spowiedzi z pobożności, czyli z grzechów lekkich, które jako takie nie są przeszkodą, by przyjąć Komunię świętą. Dlaczego zatem się spowiadać, skoro sumienie nie wyrzuca nam żadnego grzechu ciężkiego? Sądzę, że wiele osób mogłoby w oparciu o własne doświadczenie odpowiedzieć, że praktykują regularną spowiedź, bo czują się do niej zaproszeni przez Chrystusa, który jest obecny i działa w swoim Kościele. Nie powinniśmy ograniczać swego religijnego życia tylko do tego, co konieczne, co nas obowiązuje pod sankcja grzechu ciężkiego. Warto rozwijać się, otwierać się na działanie Boga we własnym życiu, nieustannie nawracać… Regularna spowiedź może nam w tym pomóc. Bywa też tak, że przekonywanie siebie i innych, że nie ma się żadnej potrzeby, by pójść do spowiedzi, wskazuje na jakiś ukryty problem. Może czujemy, że spowiedź sakramentalna coś w nas odkryje, do czego sami przed sobą nie chcemy się przyznać tkwiąc w pewnym zakłamaniu. Po szczerej spowiedzi, po odejściu od kratek konfesjonału - w oczach mamy łzy… I znowu jesteśmy blisko Pana Boga, pewni, że chcemy skończyć z grzechem… Dlaczego niekiedy aż tak trudno porzucić to, co niszczy miłość i wiarę a często prowadzi donikąd? To jest pytanie: Czy rzeczywiście chcemy skończyć z grzechem? Innymi słowy: Czy chcemy się nawracać? Niekiedy traktujemy spowiedź nie jako element rzeczywistego nawrócenia, ale jako jedynie obowiązek albo ryt, który pozwala nam poczuć się lepiej. Można by rozróżnić pomiędzy chrześcijańskim i pogańskim traktowaniem spowiedzi. W postawie chrześcijańskiej chodzi o nawracanie serca ku Bogu w Kościele i konkretne szukanie woli Bożej. Pogańskie (magiczne) traktowanie spowiedzi polega natomiast na odbyciu rytu, który daje mi na moment poczucie czystości, aby móc przyjąć Komunię, przez co mogę zapewnić sobie przychylność Boga. Tymczasem trzeba pamiętać, że uzyskanie sakramentalnego odpuszczenia grzechów, to nie jednorazowe wydarzenie, ale element drogi. Potrzebny jest ciąg dalszy. Trzeba prosić Boga, abym ujrzał brzydotę grzechu, abym nie dawał się oszukiwać po raz kolejny pokusom przedstawiającym grzech jako coś dla mnie przyjemnego, dobrego. Są grzechy, które bywają swego rodzaju nałogiem. Ich popełnianie przynosi nam chwilową ulgę. Grzeszymy też niekiedy z lęku… Krzywdzimy innych, bo się boimy, że inni skrzywdzą nas, że coś stracimy. Nie wystarczy zatem krótki rachunek sumienia przed traktowaną rytualnie spowiedzią. Warto regularnie podejmować na modlitwie refleksję nad swymi postawami i czynami. Taka refleksja to nic innego, jak rachunek sumienia. Mistrzem może być tutaj św. Ignacy Loyola, który dał nam wiele wskazówek na temat, jak robić regularny, codzienny rachunek sumienia. (zobacz rownież: Rachunek sumienia w codziennej modlitwie) Co w momencie, kiedy spowiedź traktujemy jako obowiązek? Czy taka spowiedź jest ważna? Wyznajemy grzech, ale i tak wiemy, że jeszcze z nim nie skończymy… Spowiedź z poczucia obowiązku sama w sobie nie jest czymś złym, nawet jeśli nasze postanowienie poprawy jest bardzo niedoskonałe. Wręcz przeciwnie, pozwala nam nie zagubić się zupełnie. Ale jesteśmy wezwani do czegoś więcej. Bo przecież Bóg chce wejść z nami w osobistą relację, a nie być jedynie jakimś Policjantem patrzącym, czy wypełniamy obowiązki. Weźmy przykład. Ktoś spowiada się od lat, że opuszcza niedzielną Mszę świętą. Spowiada się i znowu opuszcza. Nie ma żadnej poprawy. I prawdopodobnie nie będzie, jeśli niedzielna Msza jest traktowana jedynie jako w gruncie rzeczy niezrozumiały, formalny obowiązek. Sytuacja może zacząć się zmieniać, kiedy doświadczymy Jezusa osobiście, kiedy w spowiedzi spotkamy Jezusa, który mówi mi: Kocham Cię, pragnę, abyś był blisko Mnie, bo to dla Ciebie dobre; nie odchodź ode mnie w grzech. Wówczas Msza staje się spotkaniem z żywym Bogiem, który nas zaprasza do stołu Słowa, Ciała i Krwi Pańskiej. Wówczas tak zaplanujemy niedzielę, aby być na Mszy, bo będziemy czuli się zaproszeni przez samego Boga. Może nie wszystko od razu będzie idealnie, ale coś drgnie i spowiedź przestanie być swoistym wahadłem: grzech, przebaczenie, ten sam grzech itd. Poczujemy, że nie kręcimy się w kółko, ale idziemy naprzód. Jeśli będziemy mieć w sercu obraz kochającego i wybaczającego Boga, nie będzie wiązało się to z przyzwoleniem na "małe grzeszki"? Przecież wiemy, że Pan Bóg i tak nam wybaczy… Wyobraźmy sobie syna, który rani matkę, ale matka mu zawsze przebacza, z czego syn wyciąga wniosek, że może matkę zranić kolejny raz, bo i tak mu przebaczy. Powiemy, i będziemy mieli rację, że to chora sytuacja, a nie doświadczenie miłosierdzia. Bóg robi wszystko, aby ocalić grzesznika, ale brzydzi się grzechem. Kategoria "gniewu Bożego" wciąż jest aktualna. W Bogu gniew jest wyrazem miłości, która cierpi, kiedy grzech niszczy człowieka. Jezus modli się z krzyża za swoich prześladowców, ale wcześniej wypowiada wiele mocnych słów chłoszcząc zakłamanie, obłudę, niesprawiedliwość. Nie róbmy z orędzia o miłosierdziu usprawiedliwienia dla naszego zakłamania i przywiązania do grzechu. Pamiętajmy też o słowach Jezusa: "Nie każdy, który Mi mówi: «Panie, Panie!», wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie" (Mt 7,21). W życiu chrześcijańskim chodzi o rozeznawanie i pełnienie woli Ojca. Przystępując do spowiedzi, trzeba mieć w sercu prawdziwy, ewangeliczny obraz Boga. A Bóg Jezusa Chrystusa, to Bóg miłosierny, który jednak wypali każdy grzech, bo w Bożym Królestwie nie ma miejsca dla grzechu. Z grzechem bowiem nie ma żartów. Jego owocem ostatecznie jest śmierć. Grzech nas oblepia i może sprawić, że już nie będziemy zdolni otworzyć się na Boże miłosierdzie. Zauważmy, że postawa: "Mogę trochę pogrzeszyć, bo Bóg i tak mi wybaczy", znajduje się blisko tego, co Pismo święte nazywa "grzechem przeciwko Duchowi Świętemu". Grzech ten nie może zostać przebaczony, ale nie dlatego, że miłosierdzie Boże jest ograniczone, lecz dlatego, że człowiek lekceważąc działanie Ducha staje się zamknięty na Boga i przebaczenia po prostu nie przyjmuje. A co z grzechami, które wstydzimy się wyznać? O tym już trochę mówiliśmy, wstyd łączy się bowiem z lękiem. Wstyd może być zdrową reakcją na nasze czyny. Wstydzimy się, bo jest czego się wstydzić. Nie jesteśmy bezwstydni, i dobrze. Ale istnieje też wstyd nieadekwatny do sytuacji, który wcale nie pomaga nam w nawróceniu, ale sprawia, że zamykamy się sami w sobie. Dobry, zdrowy wstyd idzie w parze z pokorą. Zły, chory wstyd jest natomiast przejawem pychy, często ukrytej. Poczucie wstydu może stać punktem wyjścia do refleksji nad sobą, do rachunku sumienia. Możemy sobie zadać sobie pytania: Jakich uczynków i myśli się wstydzę? Dlaczego właśnie tych? Najbardziej wstydliwe wydają się grzechy dotyczące seksualności, na przykład masturbacja. Być może jednak powinniśmy odczuwać większy wstyd z powodu innych grzechów, takich jak na przykład złe mówienie o innych, bezsensowne kłótnie, chciwość, egoizm. Niekiedy sądzimy, że grzechy, których najbardziej się wstydzimy, są najcięższe, i w konsekwencji koncentrujemy się na nich. Ale to może być błędem, który sprawia, że przez całe lata nie dostrzegamy tego, co najważniejsze w duchowym, moralnym wymiarze naszego życia. Prośmy Boga o zdrowe poczucie wstydu, które, nawet jeśli jest przykre, stanowi swoistą busolę w rozeznawaniu między dobrem i złem. Przychodzi mi jeszcze jeden konkretny aspekt poruszanej sprawy. Niekiedy jest tak, że wstydzimy się, bo znamy osobiście księdza, który siedzi w konfesjonale. Można to zrozumieć. Dlatego nie ma niczego złego w tym, by - o ile to możliwe - wybrać sobie spowiedź o księdza, który nas nie zna. Trzeba jednak uważać, by tak postępując nie wejść w jakąś nieszczerość przed Bogiem i przed samym sobą. Wstyd przed znajomym księdzem może bowiem brać się z tego, że nie chcemy poprawiać się z popełnianych grzechów. Mimo, że postanawiamy poprawę poprawy - do konfesjonałów są długie kolejki… Czy jesteśmy zbyt słabi? Czy zbyt często nie potrafimy “odciąć się" od grzechu? Jan Paweł II też często się spowiadał, chociaż w kolejce do konfesjonału nie stał. Spowiednicy przychodzili do niego. Z tego jednak nie wynika, że nie potrafił odcinać się od grzechu. W tzw. spowiedzi z pobożności, kiedy penitentowi sumienie nie wyrzuca żadnych grzechów ciężkich, chodzi nie tyle o odcinanie się od poważnych grzechów, do których ciągle powracamy, ale o realizowanie coraz większego dobra. Kiedy skonfrontujemy nasze codzienne życie z przykazaniem miłości Boga i bliźniego, to zawsze dostrzeżemy niedostatki, czy też zaniedbania. Jesteśmy słabi, ale nie na tym polega nasz główny problem. Św. Paweł, Apostoł narodów, też doświadczał słabości. Ale kiedy prosił, by Pan odjął od niego tę słabość, to usłyszał: "Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali". Z czego Apostoł wyciąga konkluzję: "Będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa" (2 Kor 12,9). Właśnie! Spowiedź może nam pomóc w zobaczeniu swoich słabości i w otworzeniu się na Chrystusową moc. Nie martwiłbym się zatem długimi kolejkami do spowiedzi. One mnie cieszą. Oby tylko te spowiedzi przynosiły większy, chciany przez Boga, owoc. W wymiarze indywidualnym, ale także społecznym. Dlatego tak ważne jest, byśmy w sakramencie pokuty widzieli żywego Boga, który nas kocha i mówi nam prawdę, a nie "magiczny" ryt oczyszczenia. Autor Wiadomość Dołączył(a): Wt lip 21, 2015 18:27Posty: 8 Kiedy myśli są grzechem? Kochani, bardzo proszę Was o pomoc. To dla mnie ogromnie ważne. Jutro przystąpię do spowiedzi i bardzo mi zależy, żeby przyjąć Komunię, za moją babcię, na jej pogrzebie. Mam kilka wątpliwości, właściwie nie wiem od czego zacząć, ale mam nadzieję, że ktoś mi coś tu czy mogę na spowiedzi powiedzieć, że miałam grzeszne myśli, w sytuacji, kiedy była to myśli, gdyby był to czyn, to być może byłaby to profanacja. Chodzi o to, że taką myśl sobie pomyślałam, zaraz odrzuciłam, bo mi się nie podobała. Sama nie wiem, czy to może być grzech, bo ja nie miałam upodobania w takich myślach, ale jednak wolę dla spokoju powiedzieć, tylko czy mogę powiedzieć, że miałam grzeszne myśli? czy jakoś inaczej?- I jeszcze chciałam się poradzić, bo ja sama nie wiem, kiedy jakaś myśl jest grzechem (nie mam jak się zapytać teraz księdza na spowiedzi). Czy jest tak, że jak nam sama myśl wpadnie do głowy, staramy się ja odrzucić, nie rozwijamy, to nie grzech. Prawda? A jeśli sobie na kilka sekund pomyślimy jakąś myśl, zaraz staramy sie odrzucić, ale niby sami pomyśleliśmy, to pokusa, czy już grzech?Pytam, bo kiedy się denerwuję, najczęściej po spowiedzi, żeby sobie czegoś nie pomyśleć, to z nerwów takie myśli sobie myślę. Wiem, że dziwnie to brzmi. Może mi ktoś napisać, jak może być w tej sytuacji, i kiedy nasza myśl jest grzechem? No bo kurcze, dla mnie trochę dziwne jest, że kilka sekund, coś sobie pomyślimy i już mamy grzech. Można to nazwać natrętnymi myślami? Bardzo proszę o odp, bo to dla mnie szczególnie ważne, boję się, że po spowiedzi znowu pomyślę sobie coś głupiego i będę sie zastanawiała, czy mogę iśc na mszy, a bardzo mi na tym zależy. Wt lip 21, 2015 18:28 Kael Dołączył(a): Śr kwi 04, 2012 15:51Posty: 15037 Re: Kiedy myśli są grzechem? To chyba wlasnie po to idziesz do spowiedzi, zeby takie problemy wyjasnic?Ksiadz nie siedzi tam jako automat do wrzucania i niszczenia grzechow. Wt lip 21, 2015 18:32 kolala Dołączył(a): Wt lip 21, 2015 18:27Posty: 8 Re: Kiedy myśli są grzechem? Wiem, normalnie bym sie zapytała itd, ale nie bedzie czasu. Ja jedna na tej mszy do spowiedzi nie będę szła. Dlatego sie pytam tu. Wt lip 21, 2015 18:49 czekolada Dołączył(a): Wt sty 21, 2014 22:05Posty: 45 Re: Kiedy myśli są grzechem? A nie możesz iść wcześniej? W niektórych kościołach spowiadają rano. Najlepiej to przygotuj sobie przykład o zapytaj księdza o konkret podczas spowiedzi, wtedy odpowiedź nie będzie długa. Wt lip 21, 2015 19:06 kolala Dołączył(a): Wt lip 21, 2015 18:27Posty: 8 Re: Kiedy myśli są grzechem? Nie moge isc wczesniej, bo msza jest rano, musze sie przygotować i w moim kościele nie spowiadają wczesniej, a ja nie dam rady jechać jeszcze do innego kościoła. Gdybym miała inne wyjście, to bym nie pytała tu. Po prostu nigdzie nie ma wyjasnionego dokładnie, kiedy myśli sa grzechem i zdaje sobie sprawę, ze ja tez chyba za nerwowo do tego podchodzę i każda myśl klasyfikuje, jako grzech, bo nie wiem, jak to mam ocenić... Wt lip 21, 2015 19:12 WIST Dołączył(a): Pt lis 17, 2006 18:47Posty: 12979 Re: Kiedy myśli są grzechem? Pierwsza rzecz, nigdy na forum nie rozeznawaj, lub nie dawaj rozeznać. Jeśli czas nagli, nie ma innej opcji, to nie wybieraj byle jakiej. Lepiej rzecz jak przedmówcy, nie wpędzaj się sama w przekonanie że jesteś jedną z wielu i nie będzie czasu. Jeśli nie będzie czasu to równie dobrze w ogóle możesz nie iść do spowiedzi. I jak proponowano, działaj, szukaj, walcz żeby odbyć dobrą spowiedź. Są miejsca gdzie dyżury ze spowiedzią są całodniowa, lub nawet całodobowe. Forum to naprawdę nie jest encyklopedia czy "zadaj pytanie", ale miejsce dyskusji, lepszej lub gorszej, wymiany poglądów, nie autorytatywnego prowadzenia duchowego. Nie spłycaj swojej wiary do szybkiego zadania pytania gdziekolwiek, byle czas nie upłynął. Taki sam efekt będzie jak zapytasz przechodniów na ulicy przed Mszą. _________________Pozdrawiam WIST Wt lip 21, 2015 19:14 kolala Dołączył(a): Wt lip 21, 2015 18:27Posty: 8 Re: Kiedy myśli są grzechem? Dobrze, wiec kiedy waszym zdaniem nasze myśli mozna uznać za grzech ciężki? Wt lip 21, 2015 19:38 WIST Dołączył(a): Pt lis 17, 2006 18:47Posty: 12979 Re: Kiedy myśli są grzechem? A tu chodzi o nasze zdanie, czy o to kiedy faktycznie coś jest grzechem ciężkim? _________________Pozdrawiam WIST Wt lip 21, 2015 19:44 kolala Dołączył(a): Wt lip 21, 2015 18:27Posty: 8 Re: Kiedy myśli są grzechem? Wiem, jakie sa kryteria grzechu ciężkiego, ale nie wiem czy kiedy jakąś myśl pomyśle na sekundę i ja odrzucam, nie podoba mi sie, ja nie chce tak myślec, ale tak jest najcześciej z nerwów, bo po spowiedzi kontroluje swoje myśli az do przesady i chciałam sie dowiedzieć czy to moze byc juz grzechem czy tylko im bardziej sie skupiam na tych myślach, tym jest gorzej, a skupiam sie na tym, bo boje sie, ze jesli cos pomyśle tak jak wyżej napisałam, to juz mam grzech... Wt lip 21, 2015 19:52 WIST Dołączył(a): Pt lis 17, 2006 18:47Posty: 12979 Re: Kiedy myśli są grzechem? Ocenić czy coś jest grzechem możesz tylko Ty. Piszesz jakaś myśl. Myśli są setki. A Ty możesz jedynie je przyjmować lub odrzucać. Skoro jak sama twierdzisz myśl przychodzi, a Ty ją odrzucasz to gdzie widzisz miejsce na grzech? Czy są grzechem chłopięce nocne polucje? Przypadkowe zobaczenie bilbordu z prawie nagą kobietą? Poczucie rozczarowania, nerwy, itp?Czym jest grzech dla Ciebie? _________________Pozdrawiam WIST Wt lip 21, 2015 20:27 Kael Dołączył(a): Śr kwi 04, 2012 15:51Posty: 15037 Re: Kiedy myśli są grzechem? No to masz nerwice natrectw i skrupulantyzm. Na to tylko staly spowiednik moze spowiedz to nie kara Boska ale laska wypowiedzenia takze takich watpliwosci. Mowisz, ze chyba grzeszysz mysla i dodajesz te dwa zdania ktore tu napisalas. Na to czasu na pewno starczy. Wt lip 21, 2015 20:28 kolala Dołączył(a): Wt lip 21, 2015 18:27Posty: 8 Re: Kiedy myśli są grzechem? WIST, tylko ja mam problem, bo mi się wydaje, że ja sama z siebie pomyślałam taką myśl, a nie mi sama wpadła do głowy. Chyba, że i w takiej sytuacji, jeśli taką myśl się odrzuca i nie ma w niej upodobania, to nie powinien być grzech? Chodzi o to, ze ja się boję, że sobie jakąś myśl grzeszną pomyślę, mimo że nie chcę, ale przez to, ze sie boję, to taką myśl przez sekundę pomyślę i zaraz odrzucam i oczywiście zastanawiam się, czy nie popełniłam grzechu ciężkiego i czy mogę przyjąć Komunię, mimo, że byłam u spowiedzi 5min też tak myślę, że ja się z tymi myślami za bardzo nakręcam i mogę przez to mieć natrętne myśli, bo za bardzo się na tym skupiam. Jak się nie zastanawiam, nad myślami, tylko sobie same przelatują, ja nie zwracam na nie uwagi, to i z tymi myślami prawie nie mam problemu, puki mi się nie mogę wyjaśnić, tak jak napisałam tu, ale nie będzie miał czasu, żeby mi w pełni odpowiedzieć, bo pewnie bym chciała zadać jeszcze pytana, a wiadomo, że księża są różni. Do kolejnej spowiedzi pójdę już, tam gdzie najczęściej chodzę i księża mają dużo czasu, żeby na spokojnie coś omówić. Wt lip 21, 2015 20:47 remek116 Dołączył(a): Wt kwi 24, 2012 18:06Posty: 420Lokalizacja: Katowice, Śląskie Re: Kiedy myśli są grzechem? kolala napisał(a):przez sekundę pomyślę i zaraz odrzucam i oczywiście zastanawiam się, czy nie popełniłam grzechu ciężkiegoA co się stanie jeśli tę myśl pomyślisz przez sekundy, albo 0,75, pytam serio, bo kiedy czytam Twoje wpisy to nie wiem czy dla Ciebie kryterium podziału grzechów jest czas... Wt lip 21, 2015 21:46 kolala Dołączył(a): Wt lip 21, 2015 18:27Posty: 8 Re: Kiedy myśli są grzechem? Tak,oczywiście, mierzę go z zegarkiem w wiem po co ten komentarz. Przez to usiłuję napisać, że jest to myśl krótka przelotna. I chyba jednak trochę jest tu ważny czas, bo jeśli myślę sobie jakąś nieczystą myśl przez minutę, to się nie zastanawiam, czy to może jest grzech? Wt lip 21, 2015 21:55 remek116 Dołączył(a): Wt kwi 24, 2012 18:06Posty: 420Lokalizacja: Katowice, Śląskie Re: Kiedy myśli są grzechem? kolala napisał(a):I chyba jednak trochę jest tu ważny czas, bo jeśli myślę sobie jakąś nieczystą myśl przez minutę, to się nie zastanawiam, czy to może jest grzech?Czas to sprawa drugo, trzeciorzędna w tej kwestii... a co się stanie jak nieczystą myśl pomyślisz nie minutę a 59 sekund? Przestanie być grzechem? I o to właśnie tutaj chodzi, zaraz dojdziemy do pytań po ilu sekundach zaczyna się grzech...Jeśli uważasz, że Twoje zachowanie nie do końca jest ok, tzn dostrzegasz w nim objawy nerwicowe itp. to porozmawiaj z kimś kto jest w stanie realnie Ci pomóc (psycholog może). Jeśli uważasz, że problemy są natury duchowej, skonsultuj się z księdzem, lub inną zaufaną osobą, które realnie może Ci pomóc. Jedno nie wyklucza drugiego, gorzej kiedy się miksuje jedno z drugim. Wt lip 21, 2015 22:21 Wyświetl posty nie starsze niż: Sortuj wg Nie możesz rozpoczynać nowych wątkówNie możesz odpowiadać w wątkachNie możesz edytować swoich postówNie możesz usuwać swoich postówNie możesz dodawać załączników

czy chwalenie się jest grzechem